lundi 22 octobre 2018

Peak 2005

Peak 2005.
Szczyt 2005- nie dotyczy to zadnego spotkania na szczycie w 2005 r,
tylko szczytu w okolicach stacji narciarskiej Tarchich o wysokosci 2005 m n p m.

Wybralam sie tam z towarzyszem, ktory jest pasjonatem geocachingu, zachecam do wygooglania co to takiego.
Jest to bowiem ciekawa aktywnosc. Poszukiwanie na podstawie wspolrzednych GPS, ukrytych "pudeleczek" na calym swiecie, czasem trzeba rozwiazac jakies zadanie by odkryc polozenie, czasem trzeba sie wspinac, nurkowac, zejsc pod ziemie itp. Rozny jest poziom zadan, zeby odnalezc "skarb", co wiecej czesto skarb ukryty jest w malo turystycznych miejscach, a bardzo atrakcyjnych. W ten sposob mozna trafic do miejsc do ktorych nie trafilo by sie sledzac tylko miejsca oficjalnie polecane.

Tutaj akuratnie trafilismy na mila wycieczke az do szczytu o nazwie Szczyt 2005 gdzie w zimie mozna wyjechac wyciagiem krzeselkowym i pojezdzic na nartach.




Znalezlismy rowniez piekna skamienaline, skamienialosc muszli slimaka.



lundi 1 octobre 2018

weekend po francusku

W te sobote po wycieczce do Akoura byl czas na impreze!
14 lipca to Swieto narodowe Francji, ktore jest hucznie obchodzone rowniez w Libanie przez francuzkojezyczna czes populacji oraz expatow.
Jako, ze ja mam tutaj sporo francuskich znajomych to stanowilam +1 dla Lory i rowniez poszlam na impreze w palacu ambasadora Francji.

Ogromna posiadlosc, sporo jedzenia i napojow, koncert, taniec i fajerwerki, ale co najwazniejsze mile towarzystwo.








A w niedziele, final Pucharu Swiata w pilce noznej Francja: Chorwacja. Choc w glebi duszy wspieralam Chorwacje, to mecz ogladalam we Francuskiej Ambasadzie wiec musialam nie co ukrywac swoje preferencje. Aczkolwiek swietowanie zwyciestwa, mimo ze Francji, rowniez mi sie udzielilo.







mardi 28 août 2018

Akoura- pustynny krajobraz na granicy wielu jezior

Lipcowy weekend, jeden dzien na wycieczke do Akoura, niedaleko Laqlouk.

Tym razem duza grupa, ja, Nada, Melissa, Henry, Donald i Yogi!



Zaczelismy w Akoura od wspiecia sie na punkt widokowy z krzyzem, z ktorego rozposciera sie piekny widok na sztuczne jeziorka do nawadniania pol.







Potem ruszylismy na wycieczke, chcielismy wspiac sie na gran, ale zostalismy zatrzymani przez zolnierzy. Nie moglismy kontynuowac trasy tak jak planowalismy, bo okazalo sie ze jest tam teren militarny i prowadzone sa cwiczenia.

Wybralismy wiec sasiednia droge i trafilismy na inna gran napotykajac po drodze kolejno na martwego i zasuszonego weza, zabe i  motyla. To tak dla zobrazowania suchosci otoczenia i krajobrazu niemal pustynnego.



















Cala droge towarzyszyl nam Yogi doggie, miniaturowy piesek Henrego. Dzielnie maszerowal na swoich krotkich nozkach, zatrzymujac sie w kazdym mozliwym cieniu, potrafil wcisnac sie w kazda mini szczeline przy skalach, byle by znalezc cien. jak sie zatrzymywalismy to wciskal sie pod nogi nas siedzacych byle tylko byc w cieniu. Jak sie zmeczyl, to mial miejsce siedzace w plecaku.

Yogi szukajacy cienia

Yogi, ktory znalazl cien pod moimi nogami



Gdy dotarlismy na gran, bylo super wietrznie ale piekne widoki.



Wadi Al Salib czyli idz w gore, by dotrzec do cywilizacji

Wadi Al Salib to jest dzika dolina, ze stromymi zboczami, dnem którego płynie Nahr el-Salib. Nad brzegiem rzeki, sa ruiny domów, trzech młynow, kościół i kaplica z XVIII wieku. Stary kamienny most łączy dwa brzegi. Uważa się, że rzymskie schody łączące Qlaiaat z Kfardebianem przechodzą obok tego mostu. Ostatni mieszkaniec, młynarz, zmarl70 lat temu.

Razem z Marina i Rudolfo poszlismy tam na wycieczke. Bylo wyjatkowo goraco, a my mimo wszystko poszlismy w gore doliny. Typowe wycieczki spaceruja tylko po dolinie. My poszlismy najpierw w jedna strone, w gore stromym zboczem, by dotrzec do miejscowosci gdzie moglismy sie napic zimnej coli i by potem zejsc znow w doline i wspiac sie zboczem po drugiej stronie starego mostu.

 Mimo ladnych ekologicznych znakow, smieci dalej zalegaja w dolinie... lacznie z biletami na wycieczke do Wadi al Salib.










Po drodze spotkalismy slodkiego szczeniaczka, ktory odlaczyl sie od pasterza i stada owieczek i towarzyszyl nam dobry kawalek. Pasterz musial wskoczyc na osiolka i nas sledzic przez jakis czas zeby nie zgubic szczeniaka.



Picnic spot tuz "za rogiem"

Tarchich road, to droga biegnaca w gore od naszego mieszkania, w strone Tarchich i dalej na zachod do wybrzeza. Przy tej drodze, u podnoza gory Kneiseh, tylko 15 minut jazdy od mieszkanka,  jest punkt piknikowy z pieknym widokiem na doline Tarchich z jednej strony i na doline Bekaa z drugiej.