mardi 28 août 2018

Deep Water Solo czyli solowa wspinaczka z wpadaniem do morza

W Libanie mozna znalezc odpowiednie miejsce na DWS- deep water solo, czyli wspinaczka z wpadaniem do morza. Musza to byc skaly nad woda, w tym przypadku nad morzem, ktore jest wystarczajaco glebokie, bez ukrytych zbyt blisko powierzchni skal, by umozliwic bezpieczne wpadanie do wody podczas wspinaczki.

W przypadku Libanu wyzwaniem jest znalezienie tego miejsca. Troche musielismy (Ja, Joe i Donald) sie poprzedzierac przez chaszcze-znowu. Dopiero w drodze powrotnej odkrylismy latwiejsze dojscie.
Jest to w miejscowosci Chekka, niedaleko starego tunelu.




Kolejnym wyzwaniem jest wskoczenie do wody z ok 8m wysokosci skaly. Nastepnie mozna wplynac do sporej groty i wyszukiwac sobie drogi wspinaczkowe wedle uznania. Profesjonalisci mogli by nawet chodzic kompletnie po dachu groty z opcja wpadniecia do wody w kazdym momencie.

Platforma z ktorej trzeba skoczyc




 



Platforma do skoku i poczatek groty do wspinania
Poplynelismy sobie rowniez wzdluz brzegu, wypatrujac ciekawych stworzonek pod woda, ktorych nie bylo jednak zbyt wiele. Znalezlismy za to mini baseniki wsrod skal, poobijalismy sie nieco na falach o skaly, zrobilismy niewielka piknikowa przerwe i znow rundka wspinaczki i skakania ze skal.
Frajda jakich malo.









Niektorzy padli w drodze powrotnej

Wodospad za 30 dolarow i Hezbollah Museum

Kolejny weeken w czerwcu, tym razem spokojna wycieczka na poludnie Libanu, w poszukiwaniu Niebieskiego Wodospadu w Baakline w regionie Chouf.

Google Map prowadzil nas (mnie, melisse i Gabrielle) niewielkimi uliczkami, az trafilysmy do prywatnej posesji, gdzie toczyly sie prace konstrukcyjne. W cieniu pod niewielkim zadaszeniem siedzialy 4 osoby, wiec grzecznie zapytalysmy czy jest tu rzekomy wodospad.

Otrzymalysmy dosc niegrzeczna odpowiedz, ze jest, ale jesli chcemy nad nim posiedziec to musimy zaplacic 30 dolarow. Zapytalysmy czy mozemy poprostu zobaczyc ten wodospad.
Odpowiedz byla rownie nieprzyjemna: tylko jedna z Was moze tam isc!

Melissa poszla wiec nad wodospad i zrobila dla nas kilka zdjec. Nie istotne jak wodospad by wygladal, zostac i tak nie planowalysmy. Goscina byla malo przyjazna, platna i przy wturze prac konstrukcyjnych. Zapytalam czy mozna sie kapac przy wodospadzie, okazalo sie ze nie, tylko w nowo budowanym basenie.





Dosc rozczarowane, udalysmy sie w dalsza droge, do Museum Hezbollah w Mleeta.

Dokladnie tlumaczac nazwe muzeum: Turystyczny punkt orientacyjny ruchu oporu, znany również jako Muzeum Ruchu Oporu, jest muzeum wojny prowadzonej przez Hezbollah w pobliżu wioski Mleeta w południowym Libanie. Muzeum zostało otwarte 25 maja 2010 r., W dziesiątą rocznicę wycofania się Izraela z południowego Libanu w 2000 r. 

Juz od wejscia zostajemy zagadane przez potencjalnego przewodnika, wycieczki moga byc bowiem prowadzone przez przewodników, którzy zaczynają od powitania turystów w "krainie oporu, czystości i dżihadu". Przewodnicy podkreślają pogląd, że Hezbollah jest jedynym obrońcą Libanu przeciwko Izraelowi, i odpowiadaja za wycofanie się Izraela osiemnaście lat po drugiej inwazji Izraela na Liban w 1982 r.

Zwiedzanie zaczyna sie od obejrzenia filmu z przemowieniem przywódcy Hezbollah, Hassan Nasrallah, w ktorym mówi odwiedzającym, że "Mamy nadzieję, że to turystyczne centrum dżihadystów będzie pierwszym krokiem w kierunku zachowania historii naszego bohaterskiego oporu."  nastepnie pokazane sa sceny z libańsko-izraelskiego konfliktu, kończące się przemówieniem Nasrallaha i "trzeźwą deklaracją" zabitego przywódcy Hezbollahu Abbasa al-Musawiego, że "Izrael upadł".

Następnie droga zwiedzania prowadzi  przez duży dół wypełniony izraelskimi hełmami, czołgami i osłonami skorupowymi. Cala instalacja jest bardzo artystyczna. Dalej wchodzi sie do lasu gdzie poukrywane sa stanowiska strzeleckie i do bunkra z 200 metrowym tunelem.



Bunkier byl używany podczas wojny w 2006 roku. W bunkrze znajdują się łóżka, przybory kuchenne, generatory elektryczne i inny sprzęt, w tym biuro wyposażone w telefony, radia i komputery.


Przechodzi sie przez zadbany ogród ozdobiony bronią i rakietami, zwany Wzgórzem Męczenników, a kamienne schody wspinają się na esplanadę poświęconą męczennikom organizacji, którzy polegli jako szahidowie walczący przeciwko Izraelowi.





Pomijajac tematyke, caly kompleks muzeum jest bardzo nowoczesny i ciekawy artystycznie, a widok ze Wzgorza pozwala na obserwacje morza oraz poludniowej graicy Libanu.









lundi 27 août 2018

Relaks nad morzem- Anfeh

Trzeba przyznac, ze Haiti mnie nieco rozpiescilo, jesli chodzi o plaze i pobyt nad morzem i w zwiazku z tym libanskie plaze mnie nie kusza.

Po wycieczce do Jabal Moussa szukalysmy z Lora miejsca zeby sie nieco ochlodzic, wygooglowalysmy Plge de Roi.. ale jak tam dotarlysmy to tlumy, glosna muzyka i platny wstep nas zniechecily. Pojechalysmy na publiczna plaze, ktora okazala sie calkiem w porzadku. Nie bylo tlumow, moze dlatego, ze to bylo w czasie ramadanu, ale bylo rowniez calkiem czysto.  Tylko plaza kamienista, nie piaszczysta.
Dla nas jednak, ktore na celu mialy glownie orzezwienie morska woda nie stanowilo to problemu.

Woda byla bardzo przyjemna, tylko od czasu do czasu czuc bylo troche benzyny, jak skutery wodne przemykaly w poblizu.




Nie mozna sie wiec dziwic, ze czesciej uciekam tutaj w gory niz nad morze.

Jednej niedzieli, trafilam jednak do Anfeh, niewielkiej miejscowosci miedzy Beirutem a Tripoli, gdzie nad woda stoja drewniane, bialo niebieskie domki z tarasami wchodzacymi do morza. Sa to restauracje, ktore wygladaja jak greckie miasteczko.

Zanim jednak rozlozylysmy sie z Melissa na jednym z tarasikow, placac 10 dolarow za miejsce.. bylysmy na polwyspie, ktory wchodzi w morze i jest bardzo przyjemny, bo nie ma tam nikogo. Mozna polezec, poczytac ksiazke, jedynie wejscie do wody jest nieco skaliste.





Wejscie do wody z tarasikow jest natomiast cakiem przyjemne, po drabince i mozna rowniez skorzystac z prysznica ze slodka woda ukrytego przy skale.

Przyjemny relaks z ksiazka i kilkoma kapielami.




Przez skaly i chaszcze dla pieknych widokow- Laqlouk

O Laqlouk wspominalam, piszac o wspinaniu, tym razem o pieszej wycieczce z elementami wspinania i przedzierania sie przez gesta roslinnosc.

W dzien po urodzinowej imprezce, zorganizowalysmy sobie babski dwu dniowy wyjazd z campingiem, coz lepszego moze byc ;) 

Jako, ze byl to dzien po imprezce to na wczesno godzinny wyjazd nie mozna bylo liczyc. Pojechalysmy wiec prosto do Laqlouk, gdzie zlokalizowalysmy miejsce na camping i jeszcze przed rozbiciem namiotow poszylysmy na wycieczke.

Okazalo sie ze znaleziona na Wikiloc potencjalna trasa, nie nalezy do zbyt uczeszczanych i musialysmy przedzierac sie przez geste zarosla, ozdabiajac nogi barwnymi zadrapaniami.
Gdy dotarlysmy blizej skal, nie bylo trudno o podjecie decyzji by zaczac sie wspinac na niewielka gran, byle tylko uniknac chaszczy.



Lora po przedarciu sie przez chaszcze





Udalo nam sie dotrzec na gran z pieknym widokiem na nasze "pole namiotowe" i na okolice i nawet na Beirut w oddali.










Widok na nasze miejsce biwakowe

Za dziewczynami trawka to nasze miejsce biwakowe










Wrocilysmy przed zachodem slonca do samochodu, rozbilysmy namioty, zjadly pyszna salatke makaronowa, poogladaly gwiazdy i udaly sie do smacznego snu.





W sobote, (tak! nie niedziele, bo to byl weekend Piatek-Sobota zamiast Sobota-Niedziela) dolaczyla do nas Caroline i poszlysmy na wycieczka w innym kierunku. Bylo mniej przedzierania sie przez chaszcze, ale rowniez nieco wspinania.